kolejna notka po roku...

zaniedbałam mojego bloga do reszty, a musze się przyznać, że już rozpoczynając tę notkę mam łzy w oczach, z tęksknoty i melancholii nad tymi czasami kiedy pisałam notki... był to czas młodości, niewinności -  patrząc teraz z perspektywy 19latki - czas dzieciństwa. inne były marzenia, inne były priorytety i inne podejście do spraw tych ważnych i tych mniej ważnych. myślę, że wtedy moje życie było bardziej poukładane i przewidywalne niż teraz.
minął 2008, który był kolejnym rokiem pożegnania, z liceum, z ludźmi, których poznałam dobrze, a jednak nie na tyle dobrze jak chciałabym. rok, w którym zdałam egzamin dojrzałości i przeżyłam pierwszy ogromny zawód na kimś, na kim tego zawodu nigdy przeżyć nie chciałam. zbliżenie się do człowieka, któremu wydaje się, że jest na to gotowy, a się myli jest bolesne dla obu stron. straciłam jego przyjaźń i miłość, o ile była. tego drugiego mi nie żal, ale więzi, która powstała między nami przez te 3 lata jak najbardziej. brakuje mi jego zrozumienia, żartu i uczucia przywiązania. nie mogę zrozumieć jak to sie stało, że utraciłam to wszystko w jeden dzień, z powodu mojej decyzji, którą jednak uważam za słuszną i jestem ogromnie szczęśliwa, że ją podjęłam. wiem, że czytając to można się zgubić w zawiłości mojego myślenia i rozumowania, ale cóż mogę poradzić - to właśnie czuję. niektórzy najwyraźniej nie dojrzeli jeszcze do głębszych, prawdziwych uczuć obojętnie jak je nazwać, czy miłością, czy przyjaźnią...
po tym dniu, w którym straciłam wiele, a jednak jak się okazało niewiele, nastąpiła fala wielu zdarzeń, których nie do końca się spodziewałam. wspaniałe wakacje, niezapomniana Majorka, gdzie poczułam prawdziwy powiew dorosłości, dojrzałości i gotowości do nowych wyzwań w swoim życiu. poczułam się pewniejsza siebie. te cudowne 7 dni, które tam spędziłam nigdy nie wymarzą się z mojej pamięci... nigdy jeszcze tak nie czułam swobody i wolności jak tam. każdy dzień, każda noc była jak magia. ostatnio myśląc o tym wyjeździe pomyślałam o tym w jaki sposób tam tańczyłam, jak czułam muzykę, w której rytm się poruszałam... to było jak niesamowity trans, trwający całą noc, mijający w błyskawicznym tempie. atmosfera wakacji, która unosiła się w powietrzu, muzyka dudniąca w uszach, uśmiech ludzi dookoła, niewinne spojrzenia tworzą obraz jak z filmu, w którym chce się pokazać człowieka, który chce zatrzymać trwającą chwilę i nigdy nie wypuścić jej z mocno zaciśniętych rąk. tak, to był raj:).
potem rozpoczęcie studiów, nowi ludzie, nowe miejsca. tęsknota. tęsknota za tym co było... każdy etap jaki nadchodzi w moim życiu wiąże się z tęsknotą za tym poprzednim...
ostatnio przestałam nadążać za tym co się dzieje. nie przeraża mnie sam fakt tego, ale to, jakie decyzje podejmę i jakie będą ich konsekwencje. chcę mieć siłę i mądrość na najbliższy czas, który zapowiada się ciężko. znalazłam też światełko w tunelu, któremu nie potrafiłam się oprzeć, nie wiem gdzie ten tunel mnie zaprowadzi. jak na razie poruszam się spokojnie, rytmicznie do przodu. nie wiem, czy nie popełniam błędu, ale czemu nie spróbować? ;)
moją siłą i źródłem energii są od lat te same osoby, które odkrywam z każdym dniem, tygodniem, miesiącem na nowo. są moją podporą i wiem, że bez nich życie byłoby szare i bezsensowne... przyjaźń to wspaniały skarb i przekonuję się o tym za każdym razem na nowo i coraz mocniej.
tym optymistycznym akcentem kończę tę notkę, w której zawarłam w telegraficznym skrócie kilka najważniejszych dla mnie spraw ostatniego czasu. kiedy przyjdzie czas na następną notkę?  - nie wiem ;)

2009-01-13 skomentuj (1)



nowy rok, nowy mętlik

nadszedł ten 2008. rok matury, rok pożegnania, rok studiów.
nadszedł też rok, w którym zdałam sobie sprawę z jednej rzeczy - los stawia na mojej drodze ludzi aby sprawdzić kim JA jestem. ci, z którymi się zaprzyjaźniam są odzwierciedleniem mnie... i teraz wiem, że znam wielu wspaniałych ludzi. często dziękuje za to, że dane było mi ich spotkać. sama nie wiem co napisać. teraz kiedy zdałam sobie sprawę z ich wartości, za kilka miesięcy się rozstaniemy. i tak ciągle,i w kółko, bez przerwy, ktoś wchodzi na naszą drogę i z niej schodzi.

jest jeden człowiek, który w ostatnich dniach stał mi się tak bliski, że aż się tego boję... zaprzątnął moje myśli, moje sny, mój dzień i noc swoją obecnością w mojej głowie... dojrzałam do tego, żeby stwierdzić, że czuje, że łączy nas coś więcej niż zwykłe koleżeństwo, ale nie jest to ani przyjaźń, ani miłość. po prostu dobrze mi z myślą, że wiem, że jest. czuję się bezpieczna. i tyle wystarczy... na razie.

2008-01-08 skomentuj (1)



2007

tyle razy pisałam już na tym blogu o odchodzących i przychodzących latach - 2004, 2005, 2006.

czas na stawienie czoła 2007.
od tych kilku lat pisząc pierwszą notkę w danym roku żyję nadzieją. nadzieją na ten dzień, na ten dzień, kiedy przyjdzie, zapuka do mojego serca i wejdzie. usiądzie, uśmiechnie się i poprosi o gorącą herbatę. pójdzie za mną i przytuli mnie kiedy będę sypała wiórki do kubka. pocałuje dziękując. kiedy siądze ze mną na kanapie w ciemnym pokoju z włączoną dyskretną lampką i po prostu będzie. potem wyjdzie, a ja z uśmiechem na twarzy pomyślę, że to był taki wspaniały, zwyczajny wieczór. będę ja dla niej i będę na nią czekać następnym razem.

miłość.


wierzę, że można czekać. że trzeba ją szanować, dbać o nią kiedy już nadejdzie. ale czasem zastanawiam się skąd brać tą nadzieję? brakuje mi jej źródła - tego bijącego strumyka, choć jednego. i znów wchodzę w ten rok z tą nadzieją. witaj 2007.

2007-01-30 skomentuj (1)



all good things come to an end

co do poprzedniej notki... ax, a może taka jest kolej rzeczy? po prostu się zmieniłam i ty też(nawiązując do twojej notki). może tak ma być i nie da się tego odwrócić.

święta ;) cudowne dni lenistwa, a jednocześnie przypomnienia sobie o tak wielu sprawach duchowych. choinka, Wigilia, rodzina :) myślę sobie czasem o tym, jak będą wyglądały Święta za kilkanaście, kilkadziesiąt lat. czy nasze dzieci poznają tą atmosferę? czy wszystko się zmieni? sporo zależy od nas,ale jakoś nie mogę sobie wyobrazić sobie w kuchni gotującej te wszystkie potrawy... hmm... może się mylę ;) ale tak bardzo chciałabym, żeby święta nigdy się nie zmieniały. żeby zawsze były takie pachnące, rodzinne i wspaniałe!

za tydzień sylwester ;] w tym roku Krynica na 4 dni... mam nadzieję, że będzie to najlepszy sylwester do tej pory :D i oby z każdym rokiem było lepiej!

2006-12-24 skomentuj (1)



zagubiona

nie czuję nic. nie uśmiecham się, nie płaczę. nie śpię, nie wstaję, nie umieram i nie żyję.

zatracam się w samotności. oddycham samotnie i patrzę samotnie w przyszłość.chcę żyć, ale coś mi na to nie pozwala. nie widzę przyszłości, nie widzę siebie w tej przyszłości. ci ludzie mnie zmienili, to otoczenie sprawia, że się duszę. ktoś zaciska ręce na mojej szyji, a ja wcale nie chcę się bronić. odchodzę powoli, choć tego nie chcę.

uwolnijcie mnie, dajcie mi myśleć, dajcie mi żyć. gdzie się podziała ta dawna "ja" - uśmiechnięta, pełna życia, szczera i bezkompromisowa? gdzie podziała się ta szczęśliwa Basia, która kochała życie i ludzi?

nadszedł czas cofania się w rozwoju. śmiech jest fałszem, a życie smutkiem. codziennośc monotonią, a ludzie udręką. oddalam się od świata.

pomocy!

2006-12-01 skomentuj (1)



co za zdjęcia...


ideał...

2006-09-16 skomentuj (1)



dawno...

się tak do dupy nie czułam.

chce mi sie płakać, jestem wściekła, mam ochote rzucić czymś i to rozbić, krzyczeć, wyżyć się.

nie mam komu się z tego wszystkiego wygadać, a tak bardzo chciałabym to zrobić teraz! w tym momencie.dlatego po długiej przerwie wracam do mojego bloga, żeby wyrzucić z siebie to, co mnie dręczy i nie pozwala spokojnie rozkoszować się tym sierpniowym wieczorem.

po pierwsze : kończą się wakacje, ja mam przed sobą jeszcze całą Lalkę do przeczytania. miesiąc męczyłam Nad Niemnem, ale czuje, że Lalka pójdzie mi dużo szybciej, bo jest napisana lepszym językiem i jest dużo dialogów. oprócz tego mam gigant zaległości w niemieckim i chyba nie uda mi się ich już nadrobić przez te kilkanaście dni.

po drugie : mam cholerną ochotę iść w góry, w Tatry, a konkretnie na Czerwone Wierchy. no nie wiem co mnie tam ciągnie, ale po prostu czuje w sercu, że to miejsce ma w sobie coś co mnie tam przyciąga jak magnes, po prostu jak w Alchemiku. mieliśmy jechać z tatą na 4-dniowy miniony weekend do Zakopanego, ale pogoda nie wypaliła. teraz z koleji tata mógłby wziąść wolne na piątek i pojechalibyśmy na 3 dni, ale mieliśmy iść na mecz Wisły z Kolporterem. uznaliśmy to za ważniejszą sprawę(długo wyczekiwaną, zawsze nam coś wypadło jak planowaliśmy pójść na mecz). dziś w internecie przeczytałam, że na ten mecz mogą wejść tylko osoby z kartetami sezonowymi. wszystko we mnie PŁONIE po prostu wariuję ze wściekłości!!!! gdybym to wiedziała kur*a wcześniej,to może wypaliłby wyjazd do Zakopanego.

po trzecie : od kilku dni głównie skupiam się na zorganizowaniu wyjazdu pod koniec sierpnia gdzieś w góry z około 8osobową grupą znajomych. spędziłam kilka godzin w necie szukając interesujących ofert domków do wynajęcia. znalazłam kilka i razem z Magdą popisałyśmy maile z pytaniem o wolne miejsca i ceny. znalazłyśmy szczególnie dwie fajne oferty. pozostało tylko zebrać grupę. nie powiem, że po prostu z tego powodu mnie ŚCINA, bo kurde ktoś coś powie, a potem jak już zaczyna sie robić corraz bardziej konkretnie, coraz bliżej wyjazdu to najlepiej z błahego powodu się wycofać. w dodatku Magda przegięła i szukając tych ofert nie było pewności, czy ona na pewno będzie mogła jechać, czy jej mama pozwoli. ale, że ona była optymistycznie nastawiona, to ja też. termin dopasowałyśmy idealnie i żeby mniej zapłacić(od pon do czw) i żeby Axowi pasowało. Magda zajęła się pisaniem smsów do ludzi, ale odpisała tylko o 2 czy mogą. i nie wiem co dalej, bo ona napisze jednego smsa na moich 18858586539853845348.dobra nie ważne. ze złości napisałam już maile do tych dwóch właścicieli, że nie przyjeżdzamy. po co zajmować im rezerwację skoro grupa jest kur*a niezorganizowana i niezdecydowana. Wera na początku była bardzo, bardzo, bardzo chętna. kiedy nadeszły konkrety pojawiło się wiele problemów, które próbuję jakoś rozwiązać, przekonać ją. ale to przecież nie ma sensu, nie ma co kogo na siłe przekonywać. skoro Wera nie jedzie, to ja też, bo po co? kur*a tak lubie organizowac takie wyjazdy, naprawde sprawia mi to przyjemność, szukać kwatery, dojazdu, myśleć co trzeba zabrać. czuje sie w tym jak ryba w wodzie. chciałabym takim czymś zajmować się w przyszłości( tzn studia coś w stylu - zarządzanie w turystyce i hotelarstwie - moje marzenie na UJ albo AE), praca w biurze podróży, aaaaaaaah :)
za bardzo się w to angażuje, za bardzo przeżywam tych ludzi, którzy potem wystawiają mnie do wiatru. ale wiem, że jeżeli ja nie wezmę się za szukanie i organizację, to nikt się za to nie weźmie. a tyle osób jeszcze niedawno pisało się na ten wyjazd.

smutno mi, źle... potrzebuję kogoś, kto mnie przytuli i powie, że jeszcze nie jeden wyjazd, który ja wymyślę i będę próbowała zorganizować wypali...

2006-08-17 skomentuj (0)



ITALIA!!!

wielka ITALIA mistrzem świata! :D
skopiuje tutaj co napisałam na pewnym forum...na temat postawy Włochów i Francuzów w finale Mundialu :)

no to może od początku - piękna bramka Zidane'a z karnego, naprawde niespotykane żeby tak pięknie uderzyć, do końca nie było wiadomo, czy padł gol, czy nie. wyrównanie Włochów - świetna główka. pierwsza połowa zdecydowanie na korzyść Italii, wiele akcji, Francuzi po wyrownaniu Włochów się zgubili. natomiast w drugiej połowie i w dogrywce Włosi ewidentnie "spuchli", nie udało im się stworzyć już tak pięknych akcji jak w pierwszej połowie (ten zablokowany przez Bartheza strzał i poprzeczka...). ale co z tego, że Francuzi byli cały czas przy piłce, co z tego, że Włosi byli zmęczeni (z pewnością miał na to wpływ mecz z Niemcami, w który włożyli niesamowitą ilość sił, energii) FRANCJA NIE UMIAŁA SOBIE WYPRACOWAĆ ŻADNEJ CZYSTEJ SYTUACJI! Canavarro był po prostu niezastąpiony w odbieraniu Francuzom piłek. jedyna akcja Francuzów, którą można zapamiętać, to strzał z Zizou, i tu też pokłony w stronę Buffona. zejście Zidane'a w sumie niewiele zmieniło w grze Francuzów, ale w środku na pewno coś w nich umarło po tej czerwonej kartce, stracili wiarę.
patrząc obiektywnie na ten mecz - powinien być remis. Włosi rozegrali świetną pierwszą połowę, Francja w drugiej i w dogrywce miała przewagę nad wykończonymi Włochami, ale nie potrafiła tego wykorzystać i strzelić gola(a w piłce liczy się skuteczność ). jeśli Francja zostałaby mistrzem świata czułabym niedosyt i sporą niesprawiedliwość. żaden z meczy tej drużyny nie zapadł mi w pamięci... jeśli ktoś strzelał, to Zizou z karnego, brakowało im polotu, finezji, czegoś takiego, czego szuka się w Mistrzu Świata. z Brazylią wygrali głównie dlatego, że to Brazylia była słaba, z Portugalią z po strzale z rzutu karnego, jeśliby z Włochami wygrali znów takim fuksem... to byłoby dopiero niesprawiedliwe. Włosi rozegrali już w fazie grupowej świetne mecze - z Czechami i Ghaną, nad Ukrainą też absolutnie zasłużone zwycięstwo. mecz z Niemcami to jeden z najlepszych meczy jakie udało mi się zobaczyć w życiu, natomiast zdecydowanie najlepszy z całych mistrzostw. nigdy nie zapomnę tego meczu, tej akcji za akcję, tej dogrywki, coś pięknego...Włosi już w tym meczu pokazali kto na tych mistrzostwach gra najpiękniejszą piłkę, przeprowadza najlepsze akcje podbramkowe. chciałam jeszcze na koniec dodać, że Włosi w całym Mundialu stracili tylko 2 bramki, jedną strzeloną samobójczo, drugą w finale z Francją. świadczy to o naprawde dobrej obronie i świetnym Buffonie. no i jeszcze to, że podczas tych Mistrzostw bramki dla Włochów strzeliło wszystkich 10 podstawowych piłkarzy, oprócz Buffona. czyli potrafią przeprowadzić atak nawet obroną.
kończąc - Włosi mają zasłużenie ten tytuł i po prostu GRANDE ITALIA!!!

2006-07-10 skomentuj (1)



?

...♥~Drogi Pamietniku : Jestem na lozku w szpitalu, doktor mowi ze beda mnie operowac i moge tego nie przezyc. Potrzebuje nowego serca, potrzebuje rowniez kogos kto moglby mnie podprzec w tych trudnych momentach, ale moj chlopak jeszcze nie przyszedl.♥~Drogi Pamietniku : Opracja skonczona, doktorzy mowia, ze wszystko poszło zgodnie z planem, że sie udała, ale ja nadal potrzebuje kogoś kto mnie mogłby wesprzec w tych trudnych chwilach, ale jego caly czas nie ma.♥~Drogi Pamietniku : Minelo juz dluzo czau, wyszlam ze szpitala, wszystko ze mna wporzadku, moj chlopak nadal nie przyszedl wiec teraz postanowilam do niego pojsc, bo bardzo sie tym przejmuje.♥~Drogi Pamietniku : Bylam u niego, dlugo walilam w drzwi ale nie bylo nikogo, weszlam do srodka, drzwi byly otwarte.. i na stole byla kartka papieru ktora mowila:" Kochanie, wybacz mi, ze nie moglem Cie wesprzec w tych trudnych momentach a tak wiem ze tego potrzebowalas. Chcialem zrobic ci prezent, moje serce juz dla mnie nie bije.. ale jestem szczesliwy ze moge ci je dac, ze nadal zyje w Tobie ..♥ Kocham Cie ♥ .. "


2006-06-10 skomentuj (2)



zlituj się...

upływający czasie!

powiem tyle... płaczę.wszystko jest rozmazane, niewyraźne... czuje jak krople łez z tuszem sływają mi po policzkach. płaczę i wcale nie jest mi lepiej... wracają do mnie stare czasy i to one powodują, że jest mi tak bardzo źle. ale to nie dlatego, że doświadczyłam kiedyś czegoś złego, ale dlatego, że tęsknię za tym co było... tęsknię z całego serca za Grzybem, za MM, za panią W., za narzekaniem, za jajami, za wszystkim co sprawiało, że czułam się szczęśliwa. moje życie miało wtedy sens, miało ten błysk... teraz jestem człowiekiem, który udaje. przyznaje to przed samą sobą. mam wrażenie, że nigdy już nie będę sie tak szczerze śmiać jak jeszcze rok temu...że już zawsze ten śmiech będzie naciągany... kiedyś świat był kolorowy, teraz jest szary... kiedyś kochałam, teraz tęsknię, kiedyś było inaczej...
teraz jest... źle!

2006-06-07 skomentuj (0)



B16

weekend spędzony pod znakiem wizyty Ojca Świętego w Polsce.
wspaniałe przeżycie, szczególnie spotkanie z młodzieżą na Błoniach...
dziękuję Ci Ojcze za tą pełną emocji wizytę

2006-05-30 skomentuj (0)



w powietrzu

być w powietrzu...mieć gdzieś przyciąganie ziemskie. wtedy czułam się wolna...krzyczałam...nie było ważne nic, tylko to, żeby odciąć się od tego zakłamanego, pełnego fałszu i obłudy świata. moim marzeniem jest mieć takie miejsce na Świecie, gdzie będę mogła się tak poczuć. ale nie sama. z Nim. pozostaje jedno pytanie : gdzie On jest?
może znalazł już to miejsce i czeka tam na mnie? odezwij się! daj znak, szept, mgnienie oka...

2006-05-13 skomentuj (2)



ręce...

przechodząc przez ulicę warto złapać się za ręce... warto! :)

2006-04-22 skomentuj (1)



święta, święta i ...

po świętach. wolne dni mijają mi niepokojąco szybko. a przez to, że dni mijają mi szybko, to biorąc to bardziej ogólnikowo życie upływa...nie chcę tracić młodości w tak szybkim tempie. życie...zatrzymaj się choć na chwilkę!

2006-04-18 skomentuj (0)



co się dzieje?

nadchodzi wyczekiwana wiosna. na wtorek zapowiadają 20stopni...hmm...dzieląc to przez pół to będzie 10 - i tak wysoko;)

"Anioł na jeden dzień" - akcja rozpoczęta. Mateusz to kochane,ale jeszcze malutkie dziecko.Niewiele rozumie, a ja nie zawsze rozumiem, co do mnie mówi...W tej chwili jeszcze nie wie kim jest, gdzie mieszka, że jego rodzice są gdzie indziej...Cudownie byłoby gdyby pozostał w tej nieświadomości jak najdłużej.Na razie mogę go tylko(a może aż) przytulić...

Krąg bliskości nie jest zamknięty. Przytulający potrzebuje przytulającego. Co się dzieje?Dlaczego po tych słowach tyle się zmienia? Na gorsze... Odezwij się.

2006-03-25 skomentuj (1)



słowa

nie nadużywaj ich.
są zbyt piękne.
zarezerwowane tylko dla nich...

nie próbuj wmówić mi czegoś, czego nie ma.
to boli.

nigdy więcej
tego nie rób.

2006-03-15 skomentuj (1)



wczorajszy wieczór

zdjęcia,wspomnienia, łzy i

on.



2006-02-17 skomentuj (1)



czy popełniłam błąd?

dałam się ponieść temu wszystkiemu...teraz nie wiem jak to się skończy.

dobrze, że podeszłam do tego z dystansem...może nie wtedy kiedy to się działo, ale teraz, kiedy nad tym rozmyślam... czasem odnajduję w sobie dobrą cechę - umiem patrzeć na to co się wkoło mnie dzieje z dobrego punktu widzenia. określam szanse, oceniam sytuację i sama decyduję jak głęboko się w coś zaangażować. to chyba się nazywa kierowanie się w życiu rozumem. ale zawsze kiedy zadawałam sobie to magiczne pytanie " serce, czy rozum" odpowiadałam "serce" ale co mam zrobić kiedy mój rozum całym sobą, kierując moimi słowami i zachowaniem rządzi się? przecież go nie pokonam...może na serce przyjdzie jeszcze pora...oby.

nie straciłam głowy. w sumie jestem z siebie zadowolona...
nie wiem co pisać. dużo się ostatnio dzieje...wracam do przeszłości, wspominam, oglądam zdjęcia...czasem uronię pare łez(jak to poetycko zabrzmiało), poznaję świat...i czekam...czekam na wiele rzeczy - na wiosnę, na ferie... unoszę się w górę... tak jak... niedawno :)

wcinam śliwki w czekoladzie... siedze w domu, bo mnie choróbsko dopadło(dobrze, że w miarę lekkie) i mam dużo czasu na rozmyślanie...
i jak zwykle najlepszą siłą napędową i wogóle leczy mnie ta piosenka - "Chłopczyku mój" :)
"możesz pomarzyć w chorych swych snach, że mnie dotkniesz jeszcze raz"



2006-02-06 skomentuj (1)



nic już nie jest tak jak kiedyś...

"nic nie będzie już jak kiedyś, zaraz się przekonasz"
Virgin-Będę dziś szalona

cóż tu więcej pisać?
dotarłam do punktu zwrotnego? sama nie wiem...
do pewnego okresu życia człowiek chce być starszym niż jest, doroślejszym...
a ja chcę cofnąć czas - rok,może dwa wstecz...
było wtedy tak beztrosko...
czy kiedyś jeszcze poczuję się tak wolna jak wtedy?

2006-01-16 skomentuj (0)



Sylwester / Nowy Rok

co to była za noc... :)

2006-01-01 skomentuj (1)











---------- dla basiczek1989 by Annn ----------

Księga gości

:: Archiwum ::

2009
styczeń
2008
styczeń
2007
styczeń
2006
grudzień
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty

Linki
Blogi
Kochana przez deszcz
Czekam na Ciebie
Fifi
Krakus
Sekrety słodkiej miłości